Trzy kominy

Zwykły wpis

Wydawało by się, że komin, że łatwy, że nie da się zepsuć … a jednak. Pierwsze na warsztat wzięłam blade baletnice, bo jakoś tak mi z  nimi nie po drodze, więc jak zepsuję to będzie mi mniej żal. Na super blogu, który śledzę, znalazłam instrukcję jak go uszyć i … nie wyszło.

Wstyd!

Dopiero na końcowym etapie zorientowałam się, że albo nie było, albo nie doczytałam, że owszem kawałek np. 50×20, ale jak ciąć? Początkujący chyba bardziej by się skupił na tym, a ja po prostu wycięłam nie dość, że baletniczki leżą, to rozciąga mi się na długość, a nie na szerokość. Rozumiem, że każda myśląca osoba sama na to wpadnie i nie trzeba tego pisać w instrukcji, ale ja widocznie jakieś zaćmienie miałam, albo może uznałam, że skoro to dzianina to rozciąga się we wszystkie strony.

IMG_7437

Mimo mojego gapiostwa komin idealnie przechodzi przez zachwyconą Majulową główkę. Wcześniej nie mogła doczekać się motylków, które bezbłędnie uszyte, na razie leżą i czekają na swoją kolej.

IMG_7431

Nie widać na zdjęciu, ale udało mi się idealnie dobrać kolor minky do motylków. Przy nieszczęsnych baletniczkach też, ale to już można zauważyć na zdjęciach. Żadnego problemu nie było też z Batmanem dla Panicza, który na razie twierdzi, że jest za ciepło na takie futra 😉

IMG_7432

IMG_7435

IMG_7436

Dodaj komentarz