Legginsy ćwiczebne

Zwykły wpis

Na wakacjach, tuż przed wyjazdem na obóz, Majula zażyczyła sobie legginsy o różnych długościach i w różnych kolorach. Uszyłam długie, krótkie i średnie, w sumie chyba 6 sztuk. Wszystkie zostały przetestowane na żywym organizmie, czy aby na pewno dobrze ćwiczą 😉
Nie wszystkie załapały się na sesję, ale i tak o nich wspomniałam poniżej. Na zdjęciach legginsom towarzyszy (mamusiny sklepowy wybór) rewelacyjna koszulka z Machiko.
Kilometry turkusowej i różowej lycry były prezentem od Cioci Żanetki. Różową zostawiłam na inną okazję, ale z turkusowej jak dobrze pokroję to wyjdzie mi jeszcze z dziesięć par 😉

turkus (1)

turkus (4)

Testowałam na nich renderkę, ale jeszcze nie wiem dlaczego szew się co kawałek urywał.

turkus (6)

turkus (7)

turkus (9)

Krótkie czarne, najulubieńsze, z bawełny, która już nowa wyglądała jak po dziesięciu praniach. Z tej samej tkaniny ma jeszcze takie deko przed kolanko. Krótkie i średnie czarne legginsy uszyłam też z prześlicznej lycry, którą kupiłam z przeznaczeniem na coś dla siebie. Jak zwykle nie wyszło 🙁

czarny (1)

czarny (3)

czarny (4)

Kolejne to kolorowe legginsy za kolano z lycrowej sukienki wyszukanej w sh. Miałam ochotę ją sobie zostawić, ale ostatecznie poświęciłam dla dobra akrobatyki 😉

kolor (1)

kolor (2)

kolor (3)

kolor (4)

kolor (5)

kolor (6)

Legginsy to bardzo wdzięczny produkt do szycia, o ile oczywiście nitka się nie plącze i nie urywa. Wszystkie uszyłam za jednym zamachem. Średnio wyszło by mi ok. 20 minut na sztukę, ale przy jednych walczyłam z renderką, przy innych złamałam ostatnią podwójną igłę i nie mam pojęcia jak to zrobiłam 🙁 Muszę zrobić zapas i poćwiczyć z rendunią, ponieważ Majula już tupie o następne 🙂

Dodaj komentarz