Dziecięca pościel

Zwykły wpis

Babcia Leonka kupiła śliczną bawełnę na pościel dla małego Wnusia. Zlecenie na uszycie dostałam ja i wcale się nie sprzeciwiłam, mimo, że to jest moja pierwsza pościel. Zanim dostałam materiał, babcia zdążyła go wyprać i ze zdziwieniem stwierdziła, że kolor jakby mocno wyblakł, bo żółte tło zmieniło się w pastelowe.

IMG_7450

Zdekatyzowanie bawełny przez babcię było mi bardzo na rękę, ponieważ ja już tego nie musiałam robić, a sam materiał oprócz widocznej zmiany koloru, na pewno też trochę wyszczuplał.

IMG_7453

Poszewka na kołdrę ma wymiar 125×110 cm, a na poduszkę 35×55 cm. Poszewka na poduszkę uszyta jest na zakładkę, ale przy kołdrze zaszalałam i zainstalowałam śliczne, pszczółkowe napy. Miałam okazję żeby w końcu rozpakować kupioną dwa lata temu napownicę.

IMG_7451

IMG_7440

Zdjęcia robiłam na szybko, tuż przed oddaniem gotowej pościeli babci, ale muszę uszyć jeszcze jedną, więc wtedy postaram się bardziej 🙂

IMG_7442

IMG_7443

IMG_7448

IMG_7456

Trzy kominy

Zwykły wpis

Wydawało by się, że komin, że łatwy, że nie da się zepsuć … a jednak. Pierwsze na warsztat wzięłam blade baletnice, bo jakoś tak mi z  nimi nie po drodze, więc jak zepsuję to będzie mi mniej żal. Na super blogu, który śledzę, znalazłam instrukcję jak go uszyć i … nie wyszło.

Wstyd!

Dopiero na końcowym etapie zorientowałam się, że albo nie było, albo nie doczytałam, że owszem kawałek np. 50×20, ale jak ciąć? Początkujący chyba bardziej by się skupił na tym, a ja po prostu wycięłam nie dość, że baletniczki leżą, to rozciąga mi się na długość, a nie na szerokość. Rozumiem, że każda myśląca osoba sama na to wpadnie i nie trzeba tego pisać w instrukcji, ale ja widocznie jakieś zaćmienie miałam, albo może uznałam, że skoro to dzianina to rozciąga się we wszystkie strony.

IMG_7437

Mimo mojego gapiostwa komin idealnie przechodzi przez zachwyconą Majulową główkę. Wcześniej nie mogła doczekać się motylków, które bezbłędnie uszyte, na razie leżą i czekają na swoją kolej.

IMG_7431

Nie widać na zdjęciu, ale udało mi się idealnie dobrać kolor minky do motylków. Przy nieszczęsnych baletniczkach też, ale to już można zauważyć na zdjęciach. Żadnego problemu nie było też z Batmanem dla Panicza, który na razie twierdzi, że jest za ciepło na takie futra 😉

IMG_7432

IMG_7435

IMG_7436

Saneczki

Zwykły wpis

Nie mogłam się doczekać kolejnych warsztatów z Agą, niesamowitą osobą z ogromnym talentem, którym cierpliwie się z nami dzieli. Atmosfera panująca podczas spotkań w sklepie ArtPasje jest niepowtarzalna, dlatego dla samego bycia tam, chce się iść.
W ostatnich latach zima kojarzy mi się wyłącznie z brakiem śniegu lub z jego śladową ilością, dlatego z przyjemnością zabrałam się za saneczki, które były tematem dzisiejszych warsztatów. Sanki mogą być ozdobą zimową,  opakowaniem na mały prezencik, albo świecznikiem … chociaż z tym ogniem to bym się trochę bała. Chyba, że to byłby LEDowy ogienek 😉

IMG_7332

Saneczki z Fabryki Weny najpierw trzeba było skleić i pomalować, a potem ozdobić.  Dodatków jak zwykle było mnóstwo m. in.: foamiranowe kwiatki, szyszki, żołędzie, gaza, juta, koraliki, perełki, łańcuszki, gałązki, suszki …. naprawdę wybór ogromny. Wszystkie kwiatki zrobiłam własnoręcznie, nawet moje pierwsze poinsecje.

IMG_7333

IMG_7335

Klejowa pajęczyna została zdjęta, ale na zdjęcia się jeszcze załapała 😉 Bardzo słabo na ich widać, że moje saneczki błyszczą się z prawej i błyszczą się z lewej i błyszczą się jeszcze z przodu i z tyłu też się trochę błyszczą 😀

IMG_7298

IMG_7300

IMG_7324

IMG_7306

IMG_7309

IMG_7312

IMG_7314

IMG_7315

IMG_7317

Legginsy ćwiczebne

Zwykły wpis

Na wakacjach, tuż przed wyjazdem na obóz, Majula zażyczyła sobie legginsy o różnych długościach i w różnych kolorach. Uszyłam długie, krótkie i średnie, w sumie chyba 6 sztuk. Wszystkie zostały przetestowane na żywym organizmie, czy aby na pewno dobrze ćwiczą 😉
Nie wszystkie załapały się na sesję, ale i tak o nich wspomniałam poniżej. Na zdjęciach legginsom towarzyszy (mamusiny sklepowy wybór) rewelacyjna koszulka z Machiko.
Kilometry turkusowej i różowej lycry były prezentem od Cioci Żanetki. Różową zostawiłam na inną okazję, ale z turkusowej jak dobrze pokroję to wyjdzie mi jeszcze z dziesięć par 😉

turkus (1)

turkus (4)

Testowałam na nich renderkę, ale jeszcze nie wiem dlaczego szew się co kawałek urywał.

turkus (6)

turkus (7)

turkus (9)

Krótkie czarne, najulubieńsze, z bawełny, która już nowa wyglądała jak po dziesięciu praniach. Z tej samej tkaniny ma jeszcze takie deko przed kolanko. Krótkie i średnie czarne legginsy uszyłam też z prześlicznej lycry, którą kupiłam z przeznaczeniem na coś dla siebie. Jak zwykle nie wyszło 🙁

czarny (1)

czarny (3)

czarny (4)

Kolejne to kolorowe legginsy za kolano z lycrowej sukienki wyszukanej w sh. Miałam ochotę ją sobie zostawić, ale ostatecznie poświęciłam dla dobra akrobatyki 😉

kolor (1)

kolor (2)

kolor (3)

kolor (4)

kolor (5)

kolor (6)

Legginsy to bardzo wdzięczny produkt do szycia, o ile oczywiście nitka się nie plącze i nie urywa. Wszystkie uszyłam za jednym zamachem. Średnio wyszło by mi ok. 20 minut na sztukę, ale przy jednych walczyłam z renderką, przy innych złamałam ostatnią podwójną igłę i nie mam pojęcia jak to zrobiłam 🙁 Muszę zrobić zapas i poćwiczyć z rendunią, ponieważ Majula już tupie o następne 🙂

Królicze ciapy

Zwykły wpis

Królicze ciapy znalazłam dawno temu TUTAJ. Oczywiście Majula się uparła, że MUSI takie mieć i jak na złość przypomniała sobie o nich w lipcu. Akurat pakowała się na obóz akrobatyczny i stwierdziła, że będą idealne na przerwy w treningach, że mięśnie, że rozgrzane, że stawy, że ….. takie tam! Jakaś motywacja musi być, ale 40 stopniowa temperatura na zewnątrz i niewiele niższa wewnątrz, moją motywację mocno wypierały.

Kapcie z koca, a nawet dwóch (z Ikei oczywiście ;)) w związku z upałami naprawdę powstawały w bólach. Najpierw szare (koc-koc) z różowym środkiem. Majuli OCZYWIŚCIE nie było, kiedy je szyłam, dlatego gotowe były prawie idealne z tendencją do ‚za małe’. Drugie różowo-różowe (koc-dresówka) były w sam raz, uff…

sz1 (1)

Szare były sztywniejsze, ponieważ szary koc był grubszy, a przez to sztywniejszy. Obie pary miały skórzane podeszwy zewnętrzne. Przydasiowe skórzane ścinki dostały drugie życie 🙂

sz1 (4)

sz1 (6)

sz1 (7)

sz1 (8)

sz1 (9)

sz1 (10)

sz1 (12)

sz1 (14)

IMG_7011

r1 (1)

W różowych zrobiłam szersze uszka, szersze cholewki i … wszystko szersze.

Oryginały mają marszczone przody, ale o tym po prostu zapomniałam. W szarych obawiam się, że mogłoby być ciężko, bo grubaśny koc łatwo by się nie poddał, ale w tych różowych dało by się zrobić.

r1 (2)

r1 (3)

Ani do jednych, ani do drugich nie przyszyłam ogonka, ale jak mnie Panna pogoni to będę musiała uzupełnić braki.

r1 (4)

r1 (5)

r1 (6)

r1 (7)

r1 (8)

r1 (9)

r1 (10)

Pomponkowe spodenki

Zwykły wpis

Kupiłam śliczne mini pomponki z myślą, że wykończę coś nimi Majuli. Niestety do żadnej tkaniny mi nie pasowały 🙁 Ostatecznie odwołałam się do znienawidzonej półki pt. przeróbki :/ Znalazłam tam sukienkę, która miała ładny wzór, ale krój już zupełnie nie mój. Córa zaakceptowała i tym sposobem dzień przed wyjazdem nad morze miała pomponkowe spodenki 🙂

02

Wykorzystałam wypróbowany już wcześniej wykrój z Burdy 3/2014 model 142.

04

WP_20170715_13_34_52_Pro

WP_20170715_13_35_17_Pro